środa, 12 listopada 2014

Rozdział 10 : Shadow i Sun

Christian w te pędy pomknął ku miejscu, w którym rozbili swój obóz. Musiał natychmiast sprawdzić, czy Tropiciele po drodze do niego nie wyrządzili krzywdy pozostałym. Szczerze mówiąc, średnio wampirzemu księciu zależało na tej wesołej ferajnie, ale... tam była Aurore. Aurore, z którą cięgle darli koty i mieli ochotę rozszarpać się na wzajem, ale mimo tej pozornej niechęci coraz bardziej zaczynało mu na niej zależeć. Tylko co z tego, jeśli nie miał zamiaru jej o tym powiedzieć? Christian nie był typem romantyka. Nie należał to tych facetów, którzy zaraz padają przed swą wybranką na kolana z kwiatami albo śpiewają jej balladę pod oknem. Nie. Christian potrafił kochać, ale nie potrafił tego okazywać i w tym zawsze tkwił problem. Między innymi to z tego powodu tracił  swoje poprzednie ukochane. Kobiety zawsze denerwowały się, że nie okazywał im uczuć w miejscach publicznych albo że nie stawiał ich na pierwszym miejscu. Ale w sumie może to dlatego, że nie był w nich prawdziwie zakochany? Przecież miłość nie polega tylko na namiętności, lecz raczej na trosce o drugą osobę, zdolności do poświęceń dla niej i tym podobnych. Niestety w jego wykonaniu zawsze tylko do namiętności się ograniczało. Nie kochał też nigdy za charakter, za intelekt, poczucie humoru... nie... zawsze tylko i wyłącznie za urodę. Tylko tym razem było jakby inaczej... Kiedy mówiła, chciał słuchać jej słów, głosu (chyba że aktualnie beształa go za jego niekompetencje, to wtedy tylko modlił się w duchu, byleby szybko zamknęła swoje szacowne usta). Christian nie zamierzał powiedzieć Aurore o swoich rodzących się uczuciach do niej także z innego powodu... Wolał uniknąć odrzucenia.


Pogrążony w zadumie chłopak galopował tak na swoim czarnym rumaku, aż w końcu dotarł do obozowiska. Odetchnął z ulga, kiedy zobaczył ich całych i zdrowych. Arthur wraz z Laną Sophią grzali się przy ognisku, a siedząca nieopodal Marina zabawiała ich śpiewem. Christian rozpoznał słowa jej pieśni. To była "Oda do rzeki", której tekst ułożyły syreny jeszcze przed wiekami. Trzeba było przyznać, Marina miała wyjątkowo piękny głos, nawet jak na swój gatunek. Nigdzie nie widział jednak Aurore... Kiedy syrena go ujrzała, natychmiast umilkła nieco spłoszona. Arthur zaskoczony nagłym przerwaniem śpiewu, obejrzał się za siebie, żeby sprawdzić, kogo takiego dziewczyna zobaczyła. Przez chwilę bał się, że to Tropiciele wrócili, więc znacznie się uspokoił, kiedy zobaczył swojego przymusowego towarzysza. Jednak po chwili wezbrała w młodym czarodzieju złość.
- Możesz mi powiedzieć, gdzie, do ciężkiej cholery, się włóczyłeś? - spytał stłumionym głosem, aby nie budzić Lany Sophii, która teraz spała mu z głową na kolanach.
- Tu i tam - wampir wzruszył ramionami. - Tak w ogóle to też się cieszę, że was widzę. Wychodzi na to, że tylko mnie po drodze zaatakowano, bo wy na pokrzywdzonych nie wyglądacie - rzucił z ironią w głosie, siadając po turecku po drugiej stronie ogniska.
- Co? Jak to "zaatakowano"? - Arthur zamrugał gwałtownie, momentalnie łagodniejąc.
- Normalnie. Widać nasi Tropiciele przed śmiercią zdążyli sprowadzić przyjaciół - wyjaśnił Christian, opadając na plecy. Wysoka trawa trochę go łaskotała, ale nie zważał na to. Dobrze mu się leżało. A gwiazdy tej nocy były wyjątkowo piękne, aż miło popatrzeć. - Tak w ogóle, to gdzie nasza królewna? - spytał lekko zgryźliwie. Bo przecież nie mógł sobie pozwolić na słodki głosik, czułe słówka i maślane oczy w ich obecności. Wyśmieliby go.
Nim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, za jego plecami rozległ się cichy, trochę rozbawiony głos.
- Ktoś o mnie mówił? - spytała elfica. Christian natychmiast zerwał się z ziemi i się odwrócił.
Jego rubinowym oczom ukazała się ona, opasana jedwabnym szlafrokiem w kolorze królewskiego błękitu. Poza owym szlafrokiem nie miała na sobie nic więcej. Była boso. Długie złote włosy dziewczyny opadały teraz mokre przez jej prawe ramię. Arthur nie mógł oderwać od niej wzroku, a Christian zrobił to z trudem, żeby sobie nie myślała, że ją podziwia. Wtedy nabrałaby jeszcze większej pewności siebie i pozwalała sobie na więcej. A on jakoś tak nie lubił, kiedy kobiety wchodziły mu na głowę. Syn Deremina już chciał mruknąć jakieś zaprzeczenie, ale wtedy ozwał się czarownik, skutecznie krzyżując jego plany udawania braku zainteresowania jej osobą.
- Nasz uciekinier pytał o ciebie. Zastanawiał się, gdzie jesteś.
- Och, doprawdy? - Aurore spojrzała na nich spod uniesionej brwi.
- Wcale nie - rzucił Christian, piorunując Arthura spojrzeniem. Chłopak jednak zdawał się nic sobie nie robić z jego "groźnej" miny.
- Tak czy inaczej, to ja raczej powinnam się go zapytać, gdzie się szlajał, kiedy postanowił zrobić sobie od nas przerwę - powiedziała cierpko dziewczyna, przechodząc do namiotu, który dzieliła z Laną Sophią i Mariną.
- Mówiłem. Poszedłem coś przegryźć - Christian wzruszył niedbale ramionami.
- Taaaaa. Chyba kogoś - z wnętrza namiotu dobiegł go kpiący głos Aurore.
- Bardzo zabawne - mruknął.
- Zależy dla kogo. Dla mnie na przykład bardzo - odparła w tym samym tonie, wychodząc po chwili z namiotu już w pełni ubrana. Czyli w grubej zielonej sukni z pozłacanymi brzegami. Na czas wyprawy cała piątka musiała porzucić wygodne piżamki. Przeważnie spali w tym, w czym aktualnie chodzili danego dnia, a jeśli to ubranie było brudne, czy z jakiegoś innego powodu nie nadawało się do ponownego włożenia, zakładali na noc to, w czym chcieli być jutro, aby rankiem nie tracić czasu na przebieranki. Wanny niestety także nie mogli ze sobą zabrać, tak więc wszelkiego rodzaju kąpieli musieli zażywać w pobliskich strumieniach lub jeziorach. Był to pewnego rodzaju dyskomfort, ale jakoś sobie radzić trzeba.
- Mniejsza o to gdzie był. Ważne, że skoro się najadł, nie będziemy musieli w nocy bać się o swoje szyje - powiedział z nieco rozbawiony czarownik, przesuwając dłonią po włosach śpiącej Lany Sophii. Przed zaśnięciem wciąż osłabia wilkołaczka stwierdziła, że nie chce być sama w namiocie, kiedy wszyscy są tutaj, więc dołączyła do nich i ułożyła głowę na Arthurze, twierdząc, że dobrze spisuje się w roli poduszki. I chociaż po jakimś czasie czarownik zaczął już tracić czucie w obu nogach, dzielnie poświęcał się dla dobra ogółu bowiem, gdy Lana spała, przynajmniej nie marudziła i nie narzekała na wszechobecne komary.
- Ani stale kontrolować zawartości naszych żył - dodała Marina, przeczesując rudawe włosy szczotką o srebrnej rączce. W jej głosie pobrzmiewało rozbawienie, lecz tylko pozorne. Tak naprawdę dziewczyna czuła w sercu bolesne ukłucie zazdrości i po części rozczarowania. Niby udało się jej zbliżyć do wampira, tak że zaczynała mieć nadzieję, iż wyniknie z tej znajomości coś więcej, ale kiedy tylko zobaczyła, w jaki sposób on na nią patrzy...  Nie! Marina szybko odepchnęła od siebie tę myśl. Przecież oni się nawet nie lubią, pomyślała i faktycznie zrobiło jej się trochę lepiej, choć nie do końca.
- Ha ha ha. Jak wam się wszystkim nagle dowcip wyostrzył. Nic tylko pogratulować - zauważył zgryźliwie syn Deremina, mrużąc czerwone oczy. - Tak to już jest, jedni o mały włos nie giną, kiedy chcą sobie spokojnie wrócić do obozowiska, a inni w tym czasie ćwiczą riposty i zabawne uwagi.
- O czym on mówi? - spytała Aurore, nagle poważniejąc.
- Twierdzi, że zaatakowali go drugi raz - wyjaśniła nieoczekiwanie Lana sennym głosikiem. Wszyscy spojrzeli na przeciągającą się dziewczynę ze zdumieniem.
- To ty słyszałaś to wszystko? Myśleliśmy, że śpisz - rzucił Arthur.
- Udawałam. W przeciwnym razie nie pozwoliłbyś mi się na sobie wylegiwać, a jesteś naprawdę wygodny - opowiedziała wilkołaczka, a przez jej zaróżowione wargi przemknął figlarny uśmieszek.
- No ładnie, to ja tu powoli tracę czucie, już palcami u nóg nie mogę ruszać, a ty... - zaczął z udawanym wyrzutem Arthur, kiedy Lana mu przerwała.
- Oj, nie przesadzaj, a po co masz nimi teraz ruszać? - spytała. - Zresztą... cały lepiej się nie ruszaj, bo nie chcę się na nowo układać - mruknęła, zamykając oczy.
Christian parsknął śmiechem, Marina także, a Arthur tylko wywrócił oczami w odpowiedzi na ich śmiech. Jedynie na twarzy Aurore malowała się głęboka powaga i skupienie.
- Jak to cię zaatakowali? - spytała pobladła na twarzy.
- No właśnie. My też nie znamy szczegółów - wtrąciła wilkołaczka, nie uchylając choćby powiek.
Wtedy Christian opowiedział jej w dużym skrócie, jak to pojechał do najbliższej elfiej osady, by się pożywić, a wracając natknął się na podwojoną liczbę Tropicieli. Potem streścił w jeszcze większym skrócie, jak zaczął uciekać z powrotem do osady, aby schronić się za jej murami, bo nawet on nie dałby rady dziesięciu w pojedynkę, i jak ostatecznie został uratowany przez strażników grodu, którzy zaczęli do nich strzelać płonącymi strzałami. Prawdopodobnie nie robili tego z zamiarem ocalenia go, lecz raczej ratowania grodu przed najeźdźcami, ale to teraz nie miało znaczenia.
- Raju... Komuś naprawdę musi mocno zależeć na tym, abyśmy nie odnaleźli Berła... - zauważył Arthur. W jego brązowych oczach odbijały się tańczące w ognisku płomienie.
- Myślę, że bardziej niż o Berło chodzi im o Chrisa - odezwała się Lana tym samym sennym głosikiem co wcześniej, prostując się i przecierając piąstkami oczy, zupełnie jak dziecko. - Tylko pomyślcie. Najpierw Tropiciele dają mu propozycję, że może iść z nimi po dobroci albo sami go zabiorą. Nikt inny nie dostał takiej "propozycji". My od razu byliśmy przeznaczeni do wybicia - wilkołaczka skrzywiła się, ale mówiła dalej. - A potem zaatakowali bezpośrednio jego. Chris mówi, że było ich dużo więcej niż poprzednio. Mogli się podzielić. Część przyszłaby po nas, a cześć po niego albo wszyscy przyszliby po nas, a później tylko poczekali aż dołączy nasz wampirek, ale tego nie zrobili. Pewnie nie chcieli go zgubić.
- Co więc sugerujesz? - spytała pełnym zadumy głosem syrena, odkładając szczotkę na płaski kamień nieopodal.
- Że to ktoś z jego bliskiego otoczenia. Nawet tamten mężczyzna, którego udało nam się pojmać...
- A którego Christian wspaniałomyślnie zabił - wtrąciła ironicznym tonem Aurore, krzyżując ręce na piersi, spoglądając przy tym na niego znacząco.
- Nie wiem, o czym mówisz - wampir złożył ręce jak do modlitwy i zrobił minę niewiniątka. Na ten widok księżniczka tylko prychnęła pod nosem, a on w odpowiedzi zaczął ją przedrzeźniać.
- Uspokójcie się oboje, PROSZĘ - warknęła cicho Lana Sophia, zaczerpnąwszy głęboki oddech, aby się uspokoić.  - Głowa mi pęka i nie mam zamiaru wysłuchiwać znów waszych kłótni, więc bądźcie tak dobrzy i przymknijcie pyszczki. Dziękuję.
- Tak czy inaczej - syrena podjęła temat - też sądzę, że to musi być ktoś z jego bliskiego otoczenia. Jak to się mówi, najciemniej zawsze jest pod latarnia. A nawet tamten Tropiciel, o którym Lana wspominała, czynił mu aluzje odnośnie tego, że ktoś bardzo chce się go pozbyć.
- Ludzie, to nic nie znaczy - wampir pokręcił głową. - Chyba nie sugerujecie, że mój ojciec, wuj, macocha, ktokolwiek z pałacu chciałby mnie zabić? Tak ot tak. To niedorzeczne.
- A znajdujesz lepsze wytłumaczenie dla całej tej sytuacji? - spytał roztropnie Arthur, unosząc obie brwi w pytającym geście.
- Cóż... - Christian zawahał się przez chwilę, po czym odparł szybko - Jestem księciem, następcą tronu Meridianu. Meridian jest jednym z królestw Erithel, czyż nie?  A Erithel ma wrogów. To na pewno ktoś z Iseryd albo Heriet uknuł ten spisek. Może chcieli przez moje pojmanie szantażować ojca...
- Bądź co bądź Aurore także pochodzi z rodziny królewskiej - zauważyła Marina. Oczy dziewczyny rozbłysły. - Jej jakoś nikt porwać nie próbował, aby wymusić w ten sposób ustępstwa na królu całego Arindell.
- No właśnie - zgodziła się szybko Lana Sophia. - A przecież teoretycznie powinna stanowić łatwiejszy cel.
- No wiesz co, dzięki - Aurore obruszyła się nieco.
- Oj, wiesz, że nie o to chodziło - zreflektowała się szybko wilkołaczka. - Po prostu te szowinistyczne i ignoranckie męskie świnie zawsze mają kobiety za słabe i nienadające się do niczego więcej niż robienie na drutach.
- Dziękuję za szowinistyczną męska świnię, Lan - rzucił zgryźliwie Christian, uśmiechając się do niej złośliwie. - Miło.
- Nie zapomnij o "ignoranckiej" - dodał Arthur w tym samym tonem.
- Przestańcie się w końcu wszyscy czepiać pojedynczych słów! - dziewczyna straciła cierpliwość. - Patrzcie na cały kontekst!
- Dobrze, szowinistyczne i ignoranckie męskie świnie rozumieją - rzucił Arthur, a Lana fuknęła coś gniewnie pod nosem.
- Wracając do tematu, faktyczne dziwne jest to, że nie chcieli Aurore albo was obojga, tylko ciebie, Christian - ozwała się po chwili Marina, spoglądając na niego z troska i obawą. - Ponadto nie wiem czy też zauważyliście, ale Tropiciele mieli na sobie meridiańskie mundury.
- Ja zauważyłam - szepnęła Aurore, wymieniając spojrzenia z Mariną.
- Nie wszyscy byli wampirami - Christian zaczął skubać nerwowo źdźbła trawy, starając się znaleźć zajęcie dla rąk. Prawda była taka, że nie chciał uwierzyć, by faktycznie ktoś z jego bliskich polował na jego życie. Dlatego nie dostrzegał albo raczej starał się nie dostrzegać faktów. Na szczęście inni nie byli tak zaślepieni i podchodzili do całej sprawy trzeźwo.
- Nie musieli nimi być. Liczy się to, że zostali zwerbowani do meridiańskiej jednostki. Nie żadnej zagranicznej, tylko meridiańskiej. Jednostki podległej Kaveei (stolica państwa wampirów) podległej twojemu ojcu... - odparł Arthur, odgarniając niedbale brązowe włosy, wpadające mu do oczu.
- Bredzisz, James - warknął gniewnie Christian, zrywając się z miejsca i rozpoczynając nerwowy spacer po polanie. Książę zwracał się do ludzi po nazwisku przeważnie gdy był na kogoś bardzo zdenerwowany, a teraz był wręcz wściekły. I to na nich wszystkich. Jak śmieli podejrzewać jego rodzinę o plany morderstwa?! - Toż to absurd, czysty obłęd!
- Nie obłęd, lecz fakty, Christianie - poprawiła go Aurore ostro. On milczał. Widziała, że coś w nim pękło. Dodała więc znacznie łagodniej - Wiem, że trudno ci w to uwierzyć, ale to Deremin musi za tym stać. Albo inny wysoko postawiony urzędnik. Byle chłopa nie posłuchaliby królewscy Tropiciele.
- Nadal nie widzę w tym wszystkim żadnej logiki - przyznał gorzko wampir. - Jakoś nie potrafię uwierzyć, że ojciec miałby chcieć przeszkodzić w odnalezieniu Berła, od którego zależy bezpieczeństwo Zjednoczonego Królestwa. Królestwa, którego jest współtwórcą.
- O ile dobrze pamiętam, Deremin przystał na porozumienia, bo był przyparty do muru - wtrącił Arthur zamyślając się. - Wojna z Arindell tak wyniszczyła jego kraj i uszczupliła armię, że o zwycięstwie nie było mowy. Chciał z tego wszystkiego wyjść z twarzą, jako zwycięzca, a nie pokonany, więc poparł idee utworzenia wspólnego państwa jeszcze z sąsiadującymi Norendfell, Seveią i podwodnym Fariss.
W sumie... to była prawda. Deremin nie ukrywał przed synem, że gardził pozostałymi rasami, a był z nimi związany tylko z musu...
- Nie wiem, po prostu nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć - Christian pokręcił głową. Bał się, że towarzysze mieli rację, a naprawdę nie chciał, by ją mieli. - Jak dla mnie na razie pewne jest tylko to, że żadne z nas nie jest bezpieczne. Znaleźli nas już dwa razy, i to z łatwością. Równie dobrze kolejny mogą przybyć dziś w nocy. Jeśli zaatakują nas we śnie, marne szanse, że pozwolą nam się obudzić. Arthur, Aurore - zwrócił się do nich wampir - znacie jakieś czary ochronne? Zaklęcia, uroki, cokolwiek?
- Znam taki jeden - przyznała po chwili namysłu jasnowłosa, po czym dodała z figlarnym uśmiechem na różanych wargach - ale Arthur musi mi pomóc. Wiecie... to tak dla pewności, że czar będzie trwały...
- Pomożesz? - spytała Lana. Czarownik odwzajemnił uśmiech Aurore i odparł spokojnie:
- Jakbym mógł nie pomóc, kiedy dama prosi.
Księżniczka zachichotała, a Christian tylko wywrócił oczami ze znużeniem.
- Błagam was, tylko żeby ta wasza czar-warta nie skończyła się niespodzianką. Nie chcę zostać wujkiem w tak młodym wieku - rzucił zgryźliwie, kiedy dziewczyna zaczęła prowadzić czarodzieja za rękę kawałek dalej, aby spokojnie mogli podnieść czar ochronny.
- Młodym wieku? - zadrwiła Lana Sophia. - Masz dobrze ponad siedemset lat! Jesteś już starym piernikiem, a nie młodzieniaszkiem.
- Jak na wampira to wcale nie tak dużo - odparł z przekąsem Christian.
- Wmawiaj sobie, wmawiaj - zaśmiała się wilkołaczka. Każdy powód, aby chociaż na chwilę się uśmiechnąć był dobry, zwłaszcza teraz, gdy nadchodziły dla nich naprawdę ciężkie czasu. Dla nich i dla całego Erithel, choć oni nie mieli jeszcze prawa wiedzieć o tym, co niebawem stanie się z całym królestwem.
- To wy się przekomarzajcie dalej, a ja pójdę się położyć. Mam nadzieję, że nie będziecie za bardzo tęsknić za moim towarzystwem - odezwała się syrena, a w jej głosie pobrzmiewała pozornie luźna nuta. Dziewczyna wstając z płaskiego kamienia, na którym siedziała, odruchowo przygładziła fałdy beżowej sukni. - Skoro jutro mamy wyruszyć na poszukiwanie pierwszej części Berła, wolałabym nie zasnąć w siodle. Nie wiem, jak wy.
- Czekaj, idę z tobą - powiedział Christian, ruszając za nią do namiotu. - Musimy o czymś porozmawiać.
- Och, skoro tak... - Marina wydawała się zaskoczona, ale... cóż... podobało jej się to. Lubiła zostawać z nim sam na sam, bo wtedy, kiedy jego uwaga była w pełni skupiona na niej, tak dobrze im się rozmawiało. Tak otwarcie... Na ile oczywiście wampir potrafił być otwarty.
- I w ten oto sposób niekochana i niepotrzebna nikomu Lana Sophia została sama jak palec - mruknęła pod nosem wilkołaczka, patrząc, jak Christian i Marina znikają za wejściem do namiotu.

***

Kiedy do pałacu w Kaveei znów przyleciał zaklęty jastrząb, donosząc o konieczności wysłania kolejnych Tropicieli w pogoń za brygadą poszukiwawczą Berła Przeznaczenia, Deremin wpadł we wściekłość. Jego brat, Eremir, przyniósł mu tą wiadomość podczas małego bankietu, który odbywał się tego wieczora w sali balowej, a władca w napadzie szału zaczął przewracać stoły i krzesła. Ciągłe wykrzykiwał: "Jak to? Jak to moi najlepiej wyszkoleni zabójcy nie są w stanie uporać się z bandą dzieciaków?!", lecz Eremir nie potrafił mu odpowiedzieć na to pytanie. Sam się zastanawiał nad tym i doszedł do wniosku, że dotychczas mieli oni więcej szczęścia niż rozumu, lecz to niebawem się zmieni. Zaproponował monarsze wysłanie kolejnych Tropicieli. Mężczyźni poruszali się bardzo szybko, więc była duża szansa, że dotrą do Arindell nim nastanie świt, a co za tym idzie, zastaną ich we śnie. Deremin jednak kategorycznie sprzeciwił się temu pomysłowi. Stwierdził on, iż bez sensu jest wysyłać następnych zabójców, ponieważ po tych dwóch atakach na pewno "dzieciaki" będą już znacznie bardziej ostrożniejsze. Król wampirów miał pewność, że będą się chronić wszelkimi możliwymi urokami, gdyż wiedzą, że czary to ich jedyna szansa w starciu ze znacznie większą liczebnie grupą napastników. Wśród Tropicieli przeważnie znajdywały się same wampiry, całkowicie niemagiczne istoty, natomiast poszukujący Berła mieli w swoich skromnych szeregach elficką księżniczkę, latami szkoloną w dziedzinie uprawiania czarów przez najlepszych profesorów Arindell, a także zdolnego czarownika, o którym mimo młodego wieku słychać już było w wielu miastach Seveii.
Gdy Eremir spytał brata, co ten w takiej sytuacji zamierza zrobić, on odparł, iż najskuteczniejszym sposobem jest rozbicie ich od środka. Widząc pytające spojrzenie krewnego, wyjaśnił, że słyszał niegdyś o dobrze rozwiniętej siatce szpiegowskiej Heriet, którą król ludzi-smoków się wielce szczyci. Władca Meridianu postanowił wynająć szpiegów od drakonisów, aby zdobyli zaufanie Christiana i jego towarzyszy, a potem, informując o każdym ich posunięciu, poprowadzili w pułapkę. Dereminowi, który już wcześniej dokonał stosownego rozeznania, polecono do wykonania tego zadania rodzeństwo Szhambelierów - bliźnięta Sun i Shadowa. Byli oni podobno jednymi z najbardziej uznanych przez króla drakonisów szpiegami, trudniącymi się także wykonywaniem zabójstw na zlecenie. Z tego czego udało się Dereminowi dowiedzieć, aktualnie nie byli w trakcie wykonywania żadnego zadania, więc powinni znajdować się w swojej rodzinnej miejscowości, mieście Inniden. 
Ojciec Christiana jeszcze tego samego dnia (albo raczej nocy) posłał Eremira do Inniden w celu odnalezienia ich i wynajęcia. Brat Deremina, który preferował raczej rozwiązania siłowe, wolał zwyczajnie poczekać, aż młodym powinie się noga i, nawet bez znajomości czarów, Tropicielom uda się ich zgładzić. Pozostawał sceptycznie nastawiony do pomysłu korowanego krewnego, będącego dla niego zbyt zawiłym i zdecydowanie przekombinowanym planem, ale musiał wykonać rozkaz. Deremin był jego bratem, ale przede wszystkim królem. Znajdujący się na przegranej pozycji Eremir spakował więc pospiesznie kilka najpotrzebniejszych rzeczy do skórzanego worka, następnie przywiązał go do siodła swojego wiernego rumaka i ruszył w stronę Inniden. Do tej mieściny było trzeba jechać jakieś trzy dni czyli mniej więcej tyle, ile Aurore, Christianowi, Lanie Sophii, Marinie i Arthurowi zajęło dotarcie do Gór Jastrzębich, w państwie elfów, gdzie znajdował się pierwszy z siedmiu fragmentów Berła. Dowódca wojsk Meridianu popytał trochę miejscowych, a ci mu powiedzieli, że Szhambelierów najłatwiej znaleźć u Jednonogiego Johnny'ego, czyli w ulubionej tawernie panów i pań szczycących się raczej szemraną opinią.
Kiedy tylko Eremir przekroczył próg gospody, miał ochotę od razu przekroczyć go ponownie. Tym razem w drodze powrotnej. Było tu straszliwie tłoczno, każdy siedział na każdym. Zewsząd dobiegały pijackie piosenki, które skutecznie drażniły czułe uszy wampira, okrzyki i co chwila rozbrzmiewające rechoty. Zarówno panowie, jak i panie w zdecydowanej większości byli już porządnie wstawieni, o czym świadczył między innymi zapach wódki i ich zarumienione twarze. Gościli się tu głównie drakonisi, ale przedstawiciele innych ras także się tu zabawiali. W tawernie U Jednonogiego Johnny'ego oprócz pijaków byli również hazardziści, osoby handlujące opium i innymi podejrzanymi substancjami, zniesławieni byli urzędnicy królewscy, prostytutki i alfonsi, poszukujących nowy pań do swojego biznesu, przemytnicy, no i oczywiście...
- Rodzeństwo Szhambelier, jak mniemam - ozwał się Eremir, dosiadając się do jednego z lepiących się sosnowych stołów, przy którym siedziała dwójka młodych drakonisów. Dziewczyna o lekko kręconych kasztanowych włosach sięgających długością ramion. Jej połyskujące oczy (cecha typowa dla ludzi-smoków) miały barwę płynnego złota, wpadającą trochę w bursztyn, pełne koralowe wargi, wąski nos i białe policzki przyprószone paroma złotymi piegami - wszystko to składało się na zadziwiająco niewinny wyraz twarzy Sun. Kiedy się na nią patrzyło, łatwo było wziąć ją za niewiniątko, lecz każdy kto bliżej poznał dziewczynę, wiedział, że z niewinnością nie miała ona raczej nic wspólnego. Jej brat bliźniak - Shadow - w przeciwieństwie do niej nie wyglądał ani trochę niewinnie. Chłopak sprawiał wrażenie człowieka, który prędzej uderzy niż porozmawia. Shadow miał kruczoczarne włosy sięgając trochę za ucho. Świecące oczy z pionowymi jak u siostry źrenicami miały fiołkową barwę. Lewa brew drakonisa była naszpikowana kolczykami, małymi srebrnymi kółeczkami, pasującymi do ostrych i zimnych rysów twarzy chłopaka. Z pod podwiniętych rękawów ciemnej koszuli Shadowa wystawał fragmenty wypalanych tatuaży, składających się z wielu poskręcanych linii i kropek, tworzących dziwne symbole, których znaczenie rozumieli tylko wtajemniczeni. Oboje wyglądali na nie więcej niż dwadzieścia pięć lat. To fakt, byli młodzi, ale doskonale wyszkoleni, przez co przewyższali nie jednego w swoim fachu.  Deremin opisał ich z takimi szczegółami bratu, że Eremir nie miał najmniejszej trudności, by ich rozpoznać.
- To zależy kto pyta - powiedział z wyższością czarnowłosy Shadow, odstawiając na blat szklaneczkę z brandy i przyglądając się Eremirowi w sposób, który nawet tak starego wampira jak on przyprawił o ciarki.
- No właśnie - Sun także zaczęła lustrować go swoimi złotymi oczami z pionowymi źrenicami. Dziewczyna odgarnęła z twarzy kasztanowy kosmyk i wsunęła go za lekko spiczaste ucho, zdobione kilkoma złotymi kółeczkami. - Może zdradzi nam pan swoją godność?
- Nazywam się Eremir i jestem bratem Deremina, króla meridiańskich* wampirów - przedstawił się królewski dostojnik, lecz ani na Shadowie, ani na Sun nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Widząc to, Eremir dodał pospiesznie - I to właśnie on posłał mnie po was. Król chce skorzystać z waszych usług.
- Ile proponuje? - spytał rzeczowo Shadow, pociągając bez większego zainteresowania kolejny łyk brandy.
- Co takiego? - Eremir wydawał się nieco zbity z tropu. Sądził, że Szhambelierowie będą podekscytowani perspektywą wypełnienia misji dla samego króla tak wspaniałego państwa jakim jest Meridian albo że chociaż spytają, co to za zadanie, lecz nie. Ich interesowało tylko wynagrodzenie.
- To co słyszysz - mruknęła Sun, mrużąc oczy. - Zaproponuj stawkę, a my rozważymy, czy w ogóle jest sens wysłuchania twojej oferty pracy - dodała, przyglądając się swoim idealnie wypielęgnowanym paznokciom.
- Mielibyście czelność odmówić królowi? - spytał zgorszony Eremir, przyglądając im się z niedowierzaniem. Wampir, który już zdążył przywyknąć do tego, że każdy w jego kraju płaszczy się przed nim i przed jego bratem, był poważnie zdumiony ich arogancją.
- To nie nasz król - Shadow wzruszył z obojętnością ramionami. - A więc?
- No dobrze... Proponuję wam pięć tysięcy hermi** - wampir dał w końcu za wygraną. - Plus oczywiście zaliczka w postaci  dwustu liv - dodał, przesuwając po stole skórzaną sakiewkę z rzeczoną zaliczką. Sun przechwyciła ją ostrożnie od niego i zajrzała do środka. Wewnątrz było wiele średniej wielkości srebrnych monet z pozłacanym wizerunkiem orła na jednej stronie. Orzeł z rozpostartymi skrzydłami symbolizował odwagę i waleczność władców Zjednoczonego Królestwa, a jego złoty kolor - okres świetności i dobrobytu, w który razem mieli wprowadzić Erithel.
- Zaczyna się nieźle, mów w czym rzecz - powiedziała drakonka, pokazując zawartość sakiewki bratu.
- Król Deremin chce, abyście odnaleźli jego syna, Christiana, księżniczkę Arindell i troje innych, zdecydowanie mniej ważnych osobników - zaczął, składając dłonie w piramidkę.
- Odnajdziemy ich i co dalej? - spytał ponaglająco Shadow, nie odrywając wzroku od Eremira.
- Macie dołączyć do nich i zdobyć ich zaufanie. Aktualnie ta hołota poszukuje Berła Przymierza, a my z pewnych przyczyn nie możemy dopuścić do jego odnalezienia. Deremin pragnie, żebyście informowali nas o ich posunięciach, a ostatecznie zaprowadzili w pułapkę, pomagając nam tym samym w schwytaniu ich i unieszkodliwieniu. Oczywiście szczegóły dotyczące zasadzki zostaną wam podane później, kiedy będą znane Dereminowi. No a do tego czasu, będziemy się z wami kontaktować za pomocą tych oto pierścieni - powiedział, podając im dwa srebrne pierścieni z pięknie oszlifowanym czarnym kamieniem. Bez dwóch zdań rozmiary klejnotu były imponujące, więc od razu przypadł on Sun do gustu.
- Chwila, chwila, chwila - Shadow uniósł ręce w celu przystopowania go. - Pierwsza sprawa, mówisz, że ten cały Deremin to wymyślił, a sam nie zna szczegółów...?
- Dokładnie - odparł z przekąsem Eremir.
- Aha. Poza tym, skoro ten twój król zna nasz fach, nie mógłby nas poprosić, żebyśmy wdarli się w ich "szeregi" i poderżnęli im gardła we śnie, zamiast wdzierać się w rzeczone szeregi tylko po to, aby poprowadzić ich w pułapkę, z której zawsze mogą uciec?  Nie wiem, co ty o tym sądzisz, ale ja myślę, że moja metoda jest nieporównywalnie szybsza i skuteczniejsza.
Eremir wykrzywił usta w kpiącym uśmiechu i powiedział, spoglądając na Shadowa protekcjonalnie, co go niezmiernie zirytowało:
- Naprawdę myślisz, chłopcze...
- Nie jestem chłopcem - przerwał mu drakonis.
- Dobrze, a więc panie Szhambelier, jeśli tak wolisz, naprawdę pan sądzi, że nie próbowałem tego uświadomić królowi? Jednakże on jak się uprze, to go nie przegadasz. Ma własną wizję, choć trochę niedorzeczną.
- Ale przecież to, co chce zrobić, jest bez sensu! - wtrąciła Sun. - Mój brat ma rację, łatwiej ich po prostu zabić...
- Tak, panienko, pański brat ma rację, a mój jest skończonym głupcem, idiotą i osłem w jednym, wiem, ale co zrobić? Zresztą... długo już królować nie będzie. Meridian potrzebuje władcy z co najmniej dwiema szarymi komórkami pod czaszką, a nie takiego głupca jakim jest Deremin - kiedy Eremir  wypowiedział te słowa, kąciki jego ust drgnęły w okrutnym uśmieszku, a jego rubinowe oczy rozbłysły. Zaraz jednak na jego twarzy pojawiło się zakłopotanie. Uświadomił sobie bowiem, że nie powinien mówić takich rzeczy na głos, przynajmniej jeszcze nie teraz. Na razie było za wcześnie, dużo za wcześnie. Najpierw trzeba było poczekać, aż Deremin wykończy własnego syna, a potem Eremir wykończy jego. I w ten oto sposób stanie się jedynym żyjącym przedstawicielem dynastii, a słodka Ariana w końcu mu ulegnie.
- Spokojnie, nie zamierzamy pytać - uspokoiła mężczyznę Sun, widząc jego zakłopotaną minę. - Dla nas liczy się tylko zapłata, nic więcej - wzruszyła szczupłymi ramionami, po czym przejęła od brata szklaneczkę z alkoholem i pociągnęła z niej kilka łyków.
- Więc umowa stoi? - upewnił się Eremir, odgarniając z oczu niesforne kosmyki płowych włosów.
- Nie do końca - rzucił nonszalancko Shadow.
- Co? Ale jak to... Przecież się zgodziliście!
- Tylko wstępnie - rzucił chłopak. - Możemy się podjąć tego zadania, razem z Sun wykonywaliśmy już trudniejsze misje, ale chcemy więcej pieniędzy. Jak dla mnie, w tym planie jest zdecydowanie zbyt dużo kombinacji. Poza tym moją metodą wszystko zajęłoby chwilę, a waszą nikt nie wie ile. W tym samym czasie moglibyśmy wykonać dużo więcej zadań, a tak będziemy musieli tracić czas i przedłużać z tą jedną grupką, już nie mówiąc o tym, że musimy sprawiać wrażenie ich sojuszników, co jest chyba najgłupszym pomysłem we wszechświecie.
- Shadow dobrze mówi - poparła go Sun. - Podwój stawkę i umowa stoi. Wiesz, żebyśmy nie byli stratni.
Eremir westchnął ciężko.
- Wiedzcie, że gdyby to ode mnie zależało, kazałbym wam iść w cholerę i znalazł innych zabójców, ale ponieważ mój tępy brat uparł się, że chce was, zgadzam się. Zresztą to i tak nie moje pieniądze, lecz jego - odrzekł obojętnie wujek Christiana.
- Czyli ustalone - Sun klasnęła w dłonie.
- Tak, ale te dziesięć tysięcy hermii dostaniecie dopiero po wykonaniu zadana, zrozumiano?
- Jesteśmy pół smokami, a nie pół debilami. Jasne, że rozumiemy - rzucił z podirytowaniem Shadow, mrużąc swoje lśniące, fioletowe oczy. - Pytanie brzmi tylko, kiedy zaczynamy?
- Niezwłocznie.
________________________________
* Wampiry nie żyły tylko w Meridianie, tak samo jak elfy tylko w Arindell itd. Oni, tak samo jak ludzie, chociaż należeli do danego gatunku, to mieszkali w różnych częściach ich świata. Tak samo jak ludzie mieszkają nie tylko w jednym państwie, ale w wielu, i to na różnych kontynentach. Posługują się dodatkowo innymi językami...
** Waluta w Erithel:
~ Złote, najcenniejsze monety nazywają się HERMIE. Jedna hermia to mniej więcej sto - sto pięćdziesiąt złotych, tak w przeliczeniu ;)
~ Srebrne to LIVY. Jedna livia to ok. 50-60 złotych.
~ Natomiast monety z brązu, najczęściej używane w życiu codziennym, na przykład przy zakupach takich jak jedzenie itd., to TERMIE. Jedna termia to jakieś 2-5 złotych. Zależy od regionu ;)

MERIDIANE FALORI
____________________________
Część, jak wam się podobało? ;) Wiem, może mało akcji, ale nie mogłam wprowadzić Shadowa i Sun tak bez żadnych wyjaśnień, bo każdy by się pogubił :) 
BTW Co myślicie o Eremirze i jego "planie" przejęcia władzy? Niby posłusznie służy bratu, a tak naprawdę kombinuje więcej od niego...
'Super piątka' (xD) zaczyna powoli trybić i chyba czuje, gdzie jest pies pogrzebany...
No dobra, a teraz wy się wypowiedzcie :) Nie musicie mi pisać kilkunasto stronnicowej rozprawki, jeśli nie chcecie, ale proszę, napiszcie chociaż, czy było dobrze, a jeśli nie, to co w fabule do poprawy (uprasza się o nie wypominanie setny raz przecinków, bo już tłumaczyłam, czy to jest spowodowane - pośpiechem przy sczytywaniu, bo czas goni do nauki). Nie wykręcajcie mi się też, proszę, tekstami typu "nie potrafię pisać komentarzy", bo zwykłe "super" albo "(nie) było dobrze (bo coś tam ,coś tam)" każdy umie napisać. I proszę też, bez takich "Nie lubię pisać komentarzy", bo ja nie lubię, kiedy się napracuję i nawet nie wiem, czy rozdział wyszedł.
*** A TERAZ Z SPECJALNĄ DEDYKACJĄ DLA PANI "WILK" -> Jeśli serio zarzucasz mi pisanie dla tak zwanej sławy, bo chciałabym mieć chociaż dwa komentarze więcej (nie dla liczby, tylko żeby wiedzieć, co jest jeszcze do poprawy albo co jest dobrze), to chyba tylko z tobą jest coś nie tak. Dla sławy byłoby, gdybym próbowała na tym zarabiać, a jak na razie z blogów nie mam ani złotówki. Nie żebrzę też o obserwacje od innych bloggerek, tylko po to, by nawiązać z kimś współpracę. Gdyby mina tym zależało, założyłabym oklepanego bloga modowego i udawała, że si ęznam na modzie, żeby H&M  czy inny sklep płacił mi za 'promowanie' ich ciuszków ;)

19 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! Zaciekawił mnie i wzbudził we mnie żądze dalszego ciągu :3 Ogółem uwielbiam takie tematy. Co do rozdziału jestem ciekawa postacią Shadow i Sun. Moim zdaniem Shadow powinien być z Laną lub Mariną. A Sun z Arturem ^^ A tak poza tym kiedy dodasz ich do zakładki 'Bohaterowie'? Ps. "si ęznam" :)

    Kara ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jak zwykle - ŚWIETNY Co ja ci mogę napisać ? Nawet nie ma się do czego przyczepić ...
    A co do tej lasi, to olej, bo głupia xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Hiya, hiya (ukradlam haha :*)
    rozdzial cudny *-* (znowu, to juz nudne sie robi xDD)
    serio, nie ma do czego sie przyczepic :/ a ja tak bardzo lubie cie wkurzac :**
    akcja coraz bardziej sie rozkreca
    teraz tylko czekac az dodasz bohaterow :)
    pozdrawiam
    pa pa xD

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział, nie mogę się doczekać następnego...
    winszuje talentu, naprawde..:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Co tu dużo mówić? Po prostu rozdział boski :)
    Ten Chris podbił moje serce i ciężko mi zaakceptować jego miłość do Aurore xD
    Fajnie, że wprowadziłaś nowych bohaterów, z pewnością będzie ciekawiej :D
    Rozdział cudowny i z niecierpliwością czekam ciąg dalszy ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  7. hahahahaha Jednonogi Johnny? :D Chłopcy w podstawówce przezwali mnie Johnny i teraz po tylu latach się tak do mnie zwracają! :D Ale trafiłaś :D
    no i "trybić" - mówisz jak moja pani od fizyki :D *,* uwielbiam ją :D i ciebie też ;p
    Mało akcji? Ja tam zawsze mówię, że co za dużo to niezdrowo :D Nie może być tak, że każdy rozdział to akcja, akcja i akcja. Najlepsze blogi czy książki to takie, które mają wszystko zrównoważone i jak jeden rozdział wynika z drugiego a nie z gruchy z ni pietruchy nagle ktoś wyskakuje z jakimś kompletnie innym wątkiem niż ten, o którym pisał wcześniej. I zgadzam się, że gdybyś już teraz napisała, że Shadow i Sun przyjechali do naszej piąteczki to można by było się zgubić (chociaż możnaby to jeszcze inaczej rozegrać, ale to moja wizja, a ja nie wiem, co ty tam dalej jeszcze planujesz, więc się nie wtrącam, bo ty na pewno wiesz lepiej, co będzie dobrze w twoim zamyśle).
    Bardzo mi się wszystko podobało - wspaniałe opisy, świetne dialogi. Połączenie humoru z powagą, takie wyważenie też :) No nic dodać nic ująć :)
    A co do Eremira to podstępna szuja :D niby taki ugodowy, taki super brat a tu ta daaam! :) No ale zobaczymy, co z tego wyniknie ;)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Zuza <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowo, JOHNNY :D
      Staram się, żeby mimo poważniejszych momentów, były też fragmenty, którymi zmuszę was do wygięcia ust w uśmiech, choć na chwilkę ;)
      Do następnego rozdziału :)

      Usuń
  8. Świetnie wyszło! Ale ten król jest tępy jak, jak nie wiem co jest równie głupie. Lana i Arthur? Ciekawe jaki będzie skrót. Czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, nominowałam Cię do Liebser Blog Award 2014. Mam nadzieję, że odpowiesz na nominację.
    krainanovitas.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. hej! :D masz rewelacyjne blogi!! dopiero co zaczełam czytać XD tylko wiesz nie mogę zrozumieć jednej rzeczy... no bo w POFE zwiazki były jasno przedstawione kto kogo lubi i po kim możemy się czegoś spodziewać natomiast tutaj jest to troszke zagmatwane... no bo Christian lubi Aurore, którą za to lubi Arthur. Natomiast Arthura lubi Lana a Christiana Marina... tylko Aurore na razie nie zauroczyła się :) no bo komplikacje w związkach są ciekawe ale tutaj mam wrazenie ze jest ich ociupine za duzo :D if you know what i mean XD tylko nie obraź się na mnie ja tylko sugeruję :D pomysl nad tym ja tam wtracać się nie będę :P ale tak po za tym masz przewspaniałe blogi tylko pozazdrościc!!! :D gratuluję całej ekipie(bo jak zdązyłam zauważyć jest was kilka xd)! weny życzę i powodzenia!! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to jestem tylko jedna :) Meridiane Falori i Sarikah Rossmary to jedna osoba.
      Aurore jest zauroczona ze wzajemnością w Arthurze. Christian też jest w Aurore, ale nie wyzna jej tego, bo sądzi, że ta go nienawidzi. Do Mariny nie czuje niczego z wyjątkiem sympatii (koleżeńskiej), a to, że on wpadł jej w oko to inna bajka. Lana Sophia natomiast jest tu całkiem bezromansowa xD nikt z nią nie kręci, ani ona z nikim nie kręci ;)
      O, i dizękuję <3

      Usuń
  11. Haha a ja tu myślałam ze masz całą ekipe xD sorki :) dzięki za wyjaśnienie ale i tak bardziej widziałabym Aurore z Christianem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha nie. W kwestii blogowej jestem raczej indywidualistką, dzialam solo ;-) Powiedzialabym z którym /Arthur,Christian czy może jeszcze ktoś inny/ widzialabym Aurore, ale wtedy bym ci zaspoilerował z kim będzie, więc wybacz :-D

      Usuń
    2. Ok ok :D fakt bez spoilerow :) bo co by była wtedy za zabawa z czytania? Bez zaskoczenia ani nic... To ja czekam na rozwój akcji ;)

      Usuń
  12. Świetny! Już kocham Shadowa! Sun to chyba też jest spoko.
    Szkoda tylko że wielka piątka ma zostać przez nich zaatakowana :-(
    Już niedługo będę na bieżąco... I wtedy Cię zadręczę prośbą o następny rozdział.
    I będzie długi komentarz jak na PoA.
    I jakieś fanfiction obowiązkowo ;-)
    Coco Evans

    OdpowiedzUsuń